Polska od Estonii po Adriatyk » Teorie spiskowe, zeitgeist, iluminaci, masoneria, bilderberg, NWO

 
Teorie spiskowe - niewyjaśnione zjawiska, zeitgeist, ufo, iluminaci, new world order, darmowa energia, kto rządzi światem, masoneria, bilderberg » wspolczesne teorie spiskowe » Polska od Estonii po Adriatyk

Polska od Estonii po Adriatyk

  22 Luty 2010 24201 / 1 | Kategoria: wspolczesne teorie spiskowe
Polska od Estonii po Adriatyk


George Friedman, znany amerykański politolog z Teksasu, w książce "Następne 100 lat" ogłosił swoją wizję przyszłości. Przewiduje w niej, że Polska stanie się światowym mocarstwem. Fajnie? Przyjrzyjmy się bliżej tej wizji.
Polska od Estonii po Adriatyk


Zanim jednak rzucimy się do radosnego taplania się w miodzie wylanym przez Friedmana na polskie serca (choć i dziegciu pływa w tym miodzie sporo), dowiedzmy się, z kim mamy do czynienia.

"Cień CIA"
George Friedman to założyciel i szef agencji "Stratfor" zajmującej się wywiadem oraz prognozami politycznymi i ekonomicznymi. Jest to agencja uznana i opiniotwórcza. Renomowana anglojęzyczna prasa powołuje się na nią jako na wiarygodne źródło. "Time" odnotowuje poza tym, że agencja zatrudnia byłych funkcjonariuszy amerykańskiego wywiadu wojskowego.
Agencję Friedmana szanują politolodzy. Z jej prognozami liczy się CIA. Kiedyś komuś spodobało się określenie "Stratforu" "cieniem CIA" i tak już zostało.
Dlatego wydawałoby się, że to, co pan Friedman z kolegami przewidzą, to jak głaz. A co przewidują?

Polska od Estonii po Adriatyk

Mapa "przyszłego rozbioru ukrainy" zamieszczona we włoskim magazynie

Islam

Islamistów, wg Friedmana, nie ma się co bać. To ognisko, z którego więcej jest dymu niż ognia. Wojna z muzułmanami nie skończy się, oczywiście, efektownym zwycięstwem USA i Zachodu, bo nie bardzo wiadomo, z kim konkretnie zwyciężać. Wypali się po prostu powoli. A potem w grze pojawi się Turcja, ale o tym za chwilę.

Chiny

Chiny są zbyt izolowane od świata (syberyjskie pustkowie, pustynie Azji Środkowej, Himalaje i Tybet, dżungle) i nie odegrają - według Friedmana - specjalnej roli geopolitycznej. Poza tym ich gospodarka się przegrzewa i będzie już tylko zwalniać. Dojdzie do decentralizacji.

Rosja

Jeśli chodzi o Rosję, to na początku - owszem - będzie trochę strachu. Rosja będzie próbowała otoczyć się buforowym
wałem słynnej rosyjskiej przestrzeni, która izoluje ją lepiej niż rzeki czy pasma górskie: nie pokonał tej przestrzeni ani Hitler, ani Napoleon. Pokonali ją wyłącznie - przypomnijmy - Polacy, ale w XVII w. nasi panowie szlachta startowali z o wiele bliższych pozycji niż dwaj uprzednio wymienieni. Rosji zabrakło wtedy właśnie buforu.
Rosja bowiem - wg Friedmana - nie uwierzy, że bogaty, syty i koncentrujący się na wygodnym życiu Zachód nie jest zainteresowany jej podbojem.

Będzie więc nadal próbowała odtworzyć dawną strefę wpływów: odrodzić się w radzieckich granicach.

Na początek podporządkuje sobie Ukrainę i Białoruś, wróci także na Kaukaz, do Gruzji i "połączy się ze swoim sojusznikiem - Armenią". Ponownie podporządkuje sobie Azję Środkową. A potem nastąpi nagły zwrot. Ale o tym też za chwilę.

Stany Zjednoczone

Nadal będą głównym rozgrywającym, bo - cóż - nie ma powodów do tego, by było inaczej. Ich siły zbrojne (szczególnie flota kontrolująca szlaki handlowe) zapewniają im pozycję hegemona. Ich gospodarka - mimo że raz na wozie, raz pod wozem - jest najsilniejsza na świecie, a PKB wyprzedza PKB innych krajów o kilka długości. Z teoretycznego starcia gospodarczego USA - Chiny te ostatnie nie mają szans wyjść cało - uważa Friedman. Więc nikt nie będzie ryzykował.

Diabeł w szczegółach


Skąd Friedman to wszystko wie? "Metoda" Friedmana to obserwacja głównych tendencji i nurtów występujących na świecie, a potem obudowywanie ich - jak szkieletu ciałem - coraz bardziej szczegółowymi prognozami. W tych szczegółach jednak, jak się wydaje, tkwi największa słabość Friedmanowego rozumowania.

Bo niejednokrotnie było tak, że szczegóły rozłożyły najsilniejszy trend. Jest to zresztą odwieczny spór o to, czy na historię wpływ mają wyłącznie wielkie trendy, czy jednak istnieją "zworniki", detale, które nadają historii bieg, pojawiając się często w niespodziewanych momentach.

Jak Polska zatrzymała "nieuchronne"

Przykłady? Choćby zatrzymanie przez Polskę Armii Czerwonej pod Warszawą, w którym to powstrzymaniu sporo było przypadku. Wydawałoby się, że komunizm zaniesiony do powojennej Europy, mocno zniechęconej do starego porządku, mógłby doprowadzić do podziału naszego kontynentu na długo przed rokiem 1945. Nigdy się tego nie dowiemy: Polacy - choć nieokrzepli, słabsi i bez istotnej pomocy z zewnątrz - powstrzymali czerwony pochód.

Z tego właśnie powodu namówienie poważnego analityka na prognozę sięgającą okresu dalszego niż 10-20 lat graniczy z cudem. Nikt nie jest w stanie przewidzieć takich właśnie szczegółów i nikt nie chce palnąć głupstwa.

Teraz Polska?

Friedman był odważny i... - cóż, kto wie, czy nie naraził reputacji "Stratfora", jako renomowanej agencji analitycznej, na szwank. Chyba że uznamy jego "Następne 100 lat" za political fiction. Polski wydawca zresztą reklamuje ją właśnie z sensacyjnym zakrzykiem: "Mocarstwo nad Wisłą!". A my się cieszymy, bo Polacy bardzo łasi są na przejawy szacunku ze strony świata. Tylko że u Friedmana to raczej nie szacunek, a po prostu próba kalkulacji. Czy właściwa?

Koniec NATO i UE

Rosja zrobi wszystko, by odzyskać kontrolę także nad krajami bałtyckimi. Friedman zakłada, że nieefektywne NATO nie będzie w stanie ich obronić. Unia Europejska nie przetrwa: Europa w wizji Friedmana to nadal zbieranina egoizmów. Powróci system sojuszy, w tym najbardziej dla nas groźny: Berlin-Moskwa.

Połączenie niemieckiego przemysłu i technologii z rosyjskimi surowcami stwarza niebezpieczeństwo hegemonii tych krajów w Eurazji. Będą próby dzielenia stref wpływów. Czy Europa Środkowo-Wschodnia skazana jest na rosyjski but?

"Nie" - twierdzi Friedman. Bo na placu boju - niczym Batman - pojawia się Polska, nowy "najlepszy kumpel USA". I jego pomocnik Robin: "polski blok", czyli wszystkie kraje Europy Środkowej - od Estonii po Adriatyk - zjednoczone pod naszą egidą, by bronić się przed niemiecko-rosyjską (i turecką) dominacją. Czyli piłsudczykowska idea "Międzymorza" jak malowana.

Początki Wielkiej Polski z wizji Friedmana


Żeby być jednak uczciwym, trzeba napisać, że to nie Polska jest Batmanem w tej friedmanowskiej rozgrywce: są nim Stany Zjednoczone. Polska jest tylko Robinem.

Amerykanie bowiem, wystraszeni niemiecko-rosyjskim sojuszem i widmem hegemonii Berlina i Moskwy w Europie, zaczynają zbroić i dofinansowywać Polskę, która stanowi klin pomiędzy tymi dwoma krajami.

Nasze położenie geograficzne - do tej pory przekleństwo - obecnie może zostać wykorzystane jako niezłe oparcie strategiczne. Tylko Polska - według Friedmana - może powstrzymać Niemców i Rosjan przed zbudowaniem potęgi, która byłaby w stanie przeciwstawić się potędze amerykańskiej. W tym celu Polska będzie dofinansowywana przez Wuja Sama, tak jak do tej pory Izrael.

Polska od Estonii po Adriatyk


Katastrofa Rosji


Rosja będzie kopać dołki pod polską potęgą, napuszczać na nas Niemcy, destabilizować "polski blok". Ale w końcu - jak Smok Wawelski - najpierw, wchłonąwszy swoich bezpośrednich sąsiadów, nadmie się jak balon, by niedługo później... pęknąć.

Wg Friedmana, nasz wschodni sąsiad, borykający się z kryzysem demograficznym, opłakaną infrastrukturą, przestarzałym przemysłem i kryzysem gospodarczym - imploduje około roku 2030.

Friedman kreśli tutaj wizje rozpadu i rozbioru Rosji: Chiny i Japonia zajmują się Dalekim Wschodem, Polacy "odbudowują XVII- wieczne imperium", anektują Białoruś i Ukrainę, oraz uzyskują wpływy w zachodniej Rosji. Rumunia bierze Mołdawię, Karelia idzie w stronę Skandynawii. Chwytacie się za głowy?

To jeszcze nic: Friedman uważa, że "nowe Kresy" nie tylko nie będą ciężarem dla polskiej gospodarki, ale wręcz staną się jej motorem napędowym, źródłem potęgi. Przedstawiciele redakcji serwisu biznes.interia.pl również złapali się za głowy i przypomnieli, ile kłopotu RFN miała i nadal ma z dawnym NRD.


To jeszcze nic

Kolejne wizje Friedmana: na światowe mocarstwa wyrastają Japonia i Turcja. Oba kraje pożywią się na rosyjskim trupie: Tokio odzyska wpływy na Dalekim Wschodzie, a Turcja na Kaukazie i głęboko za nim, aż po Ukrainę. Rozwój japońskiej floty oznacza zagrożenie dla dominacji USA na Pacyfiku, który jest dla krajów wokół niego położonych tym, czym Morze Śródziemne dla starożytnego Rzymu, Grecji czy Fenicji.

Turcja z kolei zjednoczy wokół siebie świat islamu: Arabów w regionie jest co prawda najwięcej, ale nie potrafią stworzyć jednolitej siły politycznej. Na Bliskim Wschodzie liczy się perski Iran, żydowski Izrael i właśnie Turcja.

Polska od Estonii po Adriatyk



Arabowie poprą tę ostatnią z równie ciężkim sercem, z jakim Czesi czy Litwini poprą Polskę: po prostu nie będzie innego wyjścia. Apetyt Turcji sięgnie głęboko w Azję: narody Azji Środkowej czy Syberii, a nawet chińscy Ujgurzy to przecież tureccy etniczni pobratymcy.

Turków popierać będzie Ameryka, zadowolona z tego, że ktoś pilnuje rozdokazywanego Iranu i zapewnia stabilizację w roponośnym regionie, ale z czasem, kiedy Ankara (czy Istambuł, bo George Friedman zapragnął czemuś, by Turcy przenieśli stolicę z powrotem nad Bosfor) za bardzo urośnie w siłę - USA zaczną robić to, co zwykle: przypiłowywać pazurki zbyt ambitnemu potencjalnemu konkurentowi. Tym bardziej, że Turcy zaczynają z podejrzanym entuzjazmem kolegować się z Japończykami.

Będzie wojna


"Blok polski" zaczyna szukać okna na świat: Bałtyk, prawie jezioro, nie wystarcza. Polska, by mieć interesy nad Morzem Śródziemnym, wchodzi więc w paradę Turkom. Zgrzyta między nami również na Bałkanach i na Ukrainie, która nie jest już podzielona na prozachodnią i prorosyjską, a na polską i turecką strefę wpływów.

Niemcy - i w ogóle cały Zachód - patrzą na Polskę i jej sojuszników trochę jak na nową Rosję: znów na wschodzie jest coś silnego, słowiańskiego i nie bardzo wiadomo, czego się po tym czymś spodziewać.

Tutaj Friedman przeczy sam sobie: Polska - i "polski blok" - ma być w końcu w jego wizji bogata, stabilna - bardziej od zastałego i demograficznie dołującego Zachodu. Dla przeciętnego Niemca zatem, czy Francuza - nasz kraj wydawać się musi atrakcyjny, choćby ekonomicznie, czego o Rosji nijak powiedzieć nie można.

Polska od Estonii po Adriatyk



Dlatego trochę dziwi motywacja starej Europy, która - mając z jednej strony USA, z drugiej - "polski blok", regiony bogate i - było nie było - wyznające te same, co stara Europa wartości - decyduje się wspomóc Turków przeciwko Polakom i Amerykanom. Nie od razu, grając na zwłokę - ale za to w najbardziej dramatycznym momencie.

Jest koniec lat czterdziestych dwudziestego pierwszego stulecia.

III wojna światowa
Jak wg Friedmana będzie wyglądała ta III wojna - nie będziemy zdradzać w całości, skoncentrujemy się głównie na naszym podwórku. Obiecujemy jednak czytelnikom "Następnych 100 lat", że będą przecierać oczy ze zdumienia.

Friedman co prawda zaznacza, że opisując działania wojenne pozwolił sobie na puszczenie wodzy fantazji, ale można odnieść wrażenie, że szef i założyciel "Stratforu" - mówiąc potocznie - popłynął.

Nie mamy pretensji, bo w zasadzie o co? Przecież zabawa przyszłością to tak naprawdę cała radość tej dziedziny nauki. A wszyscy faceci to w gruncie rzeczy małe chłopaki. Tyle tylko, że trzeba powiedzieć jasno: w tym punkcie nie mamy już do czynienia z poważną analizą polityczną.

W wojnie wezmą udział kosmiczne "gwiazdy bojowe". Japonia - jak odkryje zaskoczony świat - będzie miała tajną kosmiczną bazę na ciemnej stronie Księżyca. Opancerzeni niczym nowocześni hoplici piechurzy w kombinezonach elektrycznych (zasilanych mikrofalami z satelit) będą w stanie udźwignąć tony i skakać jak pasikoniki - to tylko mały wycinek wojennej wizji Friedmana

Wojna polsko-turecka

Stany, wraz z Chinami i Koreą, zetrą się z Japonią w Azji, a w Europie - wesprą Polskę przeciwko Turcji, z którą nasz blok zetrze się na Bałkanach.

Turcy parli będą z Bośni na północ - opanują Węgry, zmuszą do kapitulacji Rumunię, przez Słowację wejdą do Małopolski i ucierpi na tym wszystkim - cóż - Kraków.

Wojska pancernych, skocznych piechurów zetrą się w środku naszego kraju. Od zachodu wejdą Niemcy. Francja i Europa Zachodnia im pobłogosławi. Polacy jednak - z pomocą Amerykanów - będą odpierali ataki, obrona okrzepnie. Cała wojna zresztą będzie kosztować stosunkowo niewiele ofiar: żołnierze będą opancerzeni, broń - dokładna, a ofiar wśród cywili będzie się unikać. Broń nuklearna pozostanie w arsenałach: nikt nie będzie miał ochoty na zagładę świata.

Ameryka kontratakuje



Ameryka poniesie duże straty w starciu z Japonią, Pearl Harbour przy nich wyda się ledwie zadrapaniem. Japonia jednak nie będzie chciała upokarzać czy niszczyć USA - wie, że nie ma na to szans. Cel Nipponu to wyłącznie zmuszenie Ameryki do zaakceptowania japońskiej dominacji na Pacyfiku, ale Amerykanie nie zrozumieją tej aluzji. Innymi słowy - kowboje się wściekną.

W Europie zacznie się kombinowanie jak podczas I wojny światowej: konstrukcja powojennego układu sił, przyszłe stref wpływów itd. Wielka Brytania, siedząca dotąd cicho, uzna, że Europa zdominowana przez Niemcy i Turcję to nic przyjemnego i stanie po stronie aliansu polsko-amerykańskiego. Silna obrona w środkowej Polsce da aliantom czas na odbudowanie potencjału poszarpanego w pierwszych miesiącach wojny. Wściekli Amerykanie rzucą się na Japończyków i - co istotne dla Polski - zbombardują tureckie zaplecze na Bałkanach.

I po wojnie...


Mocno poobijani Japończycy i Turcy zaczną się wycofywać. Alianci jednak nie będą chcieli dociskać ich za mocno do ściany: guzik nuklearny to w końcu guzik nuklearny. Zostanie zawarty pokój. Sytuacja z grubsza przypominać będzie przedwojenną, tylko Ameryka wyjdzie z wojny wzmocniona - podobnie jak z II wojny światowej.

Polska od Estonii po Adriatyk



Polska - jako jeden ze zwycięzców - zyska okno na świat: przejmie chorwackie porty i zainstaluje się militarnie w Grecji. Odbuduje zniszczoną infrastrukturę i powróci do przedwojennego dobrobytu i rozkokoszania się w regionie. Zacznie się na świecie złota dekada.

Żeby nie było nam zbyt miło - wkrótce to my zaczniemy wyrastać Amerykanom na niebezpiecznego konkurenta: Amerykanie - pisze Friedman - niezbyt lubią dzielić się hegemonią. Kilkanaście lat po wojnie przerzucą swoje poparcie z Warszawy do Istambułu.

Tym bardziej, że będą mieli własne problemy. Meksyk uzna, że wystarczająco już długo żył w cieniu Stanów Zjednoczonych...

zrodlo :
INTERIA.pl

Ziemowit Szczerek
Polskie wydanie książki:
George Friedman "Następne 100 lat. Prognoza na XXI wiek" Andrzej Findeisen/AMF Plus Group, 2009
Słowniki i translatory internetowe online! dodajdo
 (Głosów: 61)
Dodal : dzon | [1]

 

Powered by Teorie Spiskowe
kontakt/reklama